Archiwum

16.08.2010
Dług za niechcianą książkę

Do naszej redakcji zgłosiły się osoby oskarżające wydawnictwo Reader's Digest o oszustwo. Nasi bohaterowie twierdzą, że choć nie zamawiali żadnych książek, to wydawnictwo żąda od nich spłaty rzekomego długu. Pani Barbara Wawrzkowicz ma zapłacić za książkę kupioną rzekomo 11 lat temu!


Pani Monika Ziętek z Grudziądza z żadnymi opłatami nigdy nie zalegała. Rzekomym dłużnikiem stała się w październiku ubiegłego roku. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy ze skrzynki na listy wyciągnęła list od wydawnictwa Reader's Digest.

- Ta firma żądała ode mnie zapłaty za książkę, czy publikację, której nie dostałam. Tam była kwota chyba 79 zł - opowiada pani Monika. 

Po kilku listach od Reader's Digest pojawiła się korespondencja od reprezentującej wydawnictwo firmy windykacyjnej. Na wezwaniu pojawiła się nowa kwota - prawie 500 zł.

- Próbowaliśmy wyjaśniać tę sprawę. Pytałam, za co ma płacić, skoro nic nie otrzymałam. Niestety nie było z nimi rozmowy. Cały czas nękali nas telefonami, od rana do wieczora, dzień po dniu - opowiada kobieta.

- Nasi klienci przekazują nam informacje o sprawach, które z ich punktu widzenia są wierzytelnościami. Wtedy rozpoczynamy proces windykacyjny. Nie mamy podstawy sądzić, że zadłużenie nie istnieje - mówi Jolanta Piasecka z firmy windykacyjnej Intrum Justitia, która współpracuje z wydawnictwem Reader's Digest.

Zaniepokojona obrotem spraw pani Monika napisała maila do naszej redakcji. Jej wiadomość nie była jedyną, którą otrzymaliśmy.

- Otrzymałem przesyłkę z książką, której nie zamawiałem. Nigdy nie miałem do czynienia z firmą Reader's Digest - zapewnia Roman Honet.

- W takiej sytuacji konsument na pewno nie powinien za przesyłkę płacić. Polecałbym wysłanie listem poleconym informacji, że taka książka nie została zamówiona. Należałoby również zapytać przedsiębiorcę, w jakie formie ta książka ma zostać odesłana. Najlepiej kurierem na koszt przedsiębiorcy - informuje Jakub Dziekciowski ze Stowarzyszenia Konsumentów Polskich.

Pan Roman odesłał niechcianą książkę na koszt Reader's Digest. Nim to uczynił, postanowił sprawdzić skąd firma miała jego dane. Zadzwonił na infolinię wydawnictwa.

- Moje pytanie wywołało irytację, próbowano skierować rozmowę na inny tor - relacjonuje pan Roman.

- Nie da się ukryć, że wydawnictwo Reader's Digest jest jednym z częstszych klientów Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Rekordowy był rok 2003, kiedy 17 procent skarg, które do nas wpłynęły dotyczyły tego wydawcy. Należy zwrócić uwagę, w jaki sposób podpisuje się umowy z sieciami kablowymi, czy z sieciami telefonii komórkowej. To one mogą być stroną, która przekazuje nasze dane do wydawnictw typu Reader's Digest - mówi Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Dane pani Barbary Wawrzkowicz wydawnictwo znało, bo w latach 90. mieszkanka Pińczowa była ich klientką. Kobieta przeżyła szok, gdy listonosz przyniósł jej list z firmy windykacyjnej, a w nim wezwanie do zapłaty 265 zł za książkę kupioną rzekomo jedenaście lat temu!

- Nigdy w życiu takiej książki nie zamawiałam, nawet nie widziałam jej na oczy. Natychmiast zadzwoniłam do firmy windykacyjnej, pani powiedziała mi, że istnieje taki dług, więc powinnam go spłacić - wspomina pani Barbara.

- Takie postępowanie może być obliczone na bierność konsumentów, na to, że część z nich zapłaci za książkę i firma odnotuje zysk - mówi Jakub Dziekciowski ze Stowarzyszenia Konsumentów Polskich.

Dlaczego firma windykacyjna żąda zapłaty za rzekomy zakup sprzed 11 lat? Niestety, Intrum Justitia nie może nam tego wyjaśnić, bo o szczegółach zgodnie z wolą klienta - wydawnictwa Reader's Digest - mówić jej nie wolno.

Jak się okazało, mówić nie może lub nie chce także samo wydawnictwo. Na naszą prośbę o spotkanie przedstawiciel wydawnictwa odpisał, że "w wydawnictwie nie ma osoby, która mogłaby wypowiedzieć się przed kamerami". Jednocześnie wydawnictwo przysłało nam pismo, w którym zapewnia o wysokim standardzie jego usług.

- W Internecie pisze cała masa ludzi poszkodowanych przez Reader's Digest, którym usiłuje się wmówić, że kupili określony towar, w brutalny sposób wyegzekwować należności - mówi Roman Honet, któremu Reader's Digest przysłało książkę, której nie zamawiał.

- Jeżeli poszkodowanych osób będzie więcej, to najkorzystniejsze będzie powiadomienie o sprawie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Domaganie się zapłaty za niezamówiony towar stanowi nieuczciwą praktykę rynkową - podsumowuje Jakub Dziekciowski ze Stowarzyszenia Konsumentów Polskich.*

* skrót materiału


Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)


back