Archiwum

31.10.2008
Kluczyk wart 50 tys zł

Choć ukradli mu samochód, odszkodowania nie dostanie. Pan Jan Luty ubezpieczył swoje nowe Audi w firmie Allianz. Kiedy mu je ukradziono, spodziewał się 50 tys. zł odszkodowania. Niestety, pieniędzy nie dostał.


Ubezpieczyciel przeprowadził badanie kluczyka od samochodu, które wykazało, że został on skopiowany. Pan Jan twierdzi, że nigdy tego nie robił. Mimo to, bez dorobionego kluczyka, pieniędzy nie dostanie.

Kiedy w 2002 roku pan Jan Luty kupował nowe audi A4, jego radość nie znała granic. Przez pięć lat był szczęśliwym posiadaczem pojazdu. Wszystko zmieniło się w grudniu ubiegłego roku. Pan Jan razem z żoną pojechał na zakupy do jednego z katowickich hipermarketów. Zaraz po zakupach, po zejściu na podziemny parking państwa Lutów spotkała niemiła niespodzianka.

- Zauważyliśmy, że samochodu nie ma. Od razu telefon, zaczęliśmy dzwonić na policję - mówi Krystyna Luty, żona pana Jana.

- Jeden ze świadków mówił nam jak przyjechała mercedesem grupa trzech lub czterech osób w kominiarkach. Gdy poszli powiadomić ochronę, nie było już ani mercedesa, ani naszego audi - dodaje Jan Luty.

- Zaraz po otrzymaniu informacji o przestępstwie policjanci wszczęli dochodzenie. Trwało ono ponad miesiąc. Zostało jednak umorzone z powodu niewykrycia sprawców - informuje Jacek Pytel z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Państwo Lutowie natychmiast zgłosili kradzież ubezpieczycielowi - Towarzystwu Ubezpieczeń Allianz. Nie przypuszczali jeszcze wtedy, że to nie koniec, a początek ich problemów.

- Po 3 miesiącach oczekiwania dostaliśmy odpowiedź, że niestety, ubezpieczalnia ma powody podejrzewać, że podrobiliśmy kluczyki i ubezpieczenia nam nie wypłacą - mówi Krystyna Luty, żona pana Jana.

Zszokowani właściciele audi nie wiedzieli jak to możliwe. Okazało się, że Allianz poddał kluczyki badaniom mechanoskopijnym, które wykazały, że na jednym z nich są rysy odpowiadające śladom jakie powstają w trakcie kopiowania kluczyka. Towarzystwo uznało, że dodatkowy kluczyk istnieje, że pan Jan nie oddał go ubezpieczycielowi, a w konsekwencji - że pieniądze z ubezpieczenia mu się nie należą.

Zdumiony pan Jan tłumaczył, że kluczyków nigdy sam nie dorabiał. Sugestie, że rzekome rysy mogły powstać w innych okolicznościach, np. w trakcie napraw w autoryzowanym serwisie, nie przyniosły żadnego rezultatu. Allianz wciąż nie wypłaca należących się panu Janowi 50 tysięcy złotych, czekając na dodatkowy kluczyk.

- Nigdy nie potrzebowałem dorabiać kluczyka. Nigdy nie dokonywałem kopii. Jest to wszystko do sprawdzenia, Allianz nie chciał tego sprawdzać. Im wystarczy, że była rysa i nie wypłacą odszkodowania - mówi Jan Luty.

- Kluczyk został dorobiony i to jest fakt bezsporny - twierdzi Jarosław Zieliński, Dyrektor Centrum Likwidacji Szkód Allianz w Poznaniu.

- Samochód był poddany okresowym badaniom, przeglądom technicznym, naprawom. Jest wiele sytuacji życiowych, w których tracimy z pola widzenia te kluczyki i wtedy tak naprawdę mogą się z nimi dziać rożne rzeczy - mówi Krystyna Krawczyk, Dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych.

Państwo Lutowie mają żal, że nie zostali powiadomieni o badaniu mechanoskopijnym. Nie rozumieją, dlaczego opinię wydano w styczniu, a oni sami - jako główni zainteresowani -dowiedzieli się o niej w marcu. Pan Luty oskarża Allianz o celową grę na zwłokę.

- Powinno być to tak przejrzyście zrobione, żeby klient, dostając później odmowę wiedział, że coś było nie tak - mówi Krzysztof Kawałowski z Agencji Pomocy Ubezpieczonym.

- To powinna być jakaś postronna osoba, a nie opłacana przez tę firmę. Ja razem z mężem powinniśmy być przy badaniu tego kluczyka - twierdzi Krystyna Luty, żona pana Jana.

Allianz nie ma sobie nic do zarzucenia. Po prostu wciąż czeka na zwrot kluczyka. Państwo Lutowie są zdziwieni faktem, że mimo, iż rzekomo nie oddali kluczyka i chcą odszkodowania, Allianz nie oddał sprawy do prokuratury.

- Czekałam, aż domagając się ciągle o moje pieniądze wyprowadzę ich z równowagi i oddadzą sprawę do prokuratury. Oni tego nie chcą zrobić. Wydaje mi się, że boją się, że to jest niestety ich wina - mówi Krystyna Luty, żona pana Jana. *

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl (Telewizja Polsat)

(Telewizja Polsat)


back