Archiwum

Foto: Roman Syldatk został skazany na dożywocie
10.04.2012
Kto zaplanował zamach?

video

Marlena Fiała zginęła w samochodzie, pod który podłożono bombę. Ładunek miał zabić jej ojca. Mężczyzna prowadził smażalnię ryb w ośrodku wypoczynkowym niedaleko Gdańska. Miał tylko jednego wroga - Romana Syldatka, właściciela konkurencyjnej smażalni. Za zamach sąd skazał go na dożywocie. Nam skazany przedstawił swoją wersję zdarzeń.


Skarszewy to mała miejscowość w pobliżu Gdańska. Jedyną atrakcją turystyczną jest tam ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem Borówno. O tej porze wymarły, w lecie tętni  życiem. Dla państwa Fiał od 14 lat jest miejscem ich rodzinnej tragedii.

- W życiu bym nie pomyślała, że człowiek jest zdolny tyle przeżyć, niestety – mówi Bogusława Fiał, matka zamordowanej Marleny.

Roman Syldatk pojawił się tam w 1987 roku. Założył smażalnię ryb i niewielki bar. Interes szedł świetnie. Syldatk szybko stał się zamożny. Pięć lat później wybrano go na radnego. W tym samym roku inny lokal wydzierżawili państwo Fiał.

- Nasza była smażalnia z barem, a obok była konkurencja (smażalnia Romana Syldatka – przyp. red). Staram się nie wymawiać tego nazwiska, stąd mówię konkurencji – opowiada  Bogusława Fiał, matka zamordowanej Marleny.

- Oni początkowo żyli ze sobą dość zgodnie, ale w pewnym momencie Syldatk postanowił powiększyć swój lokal, nadbudować go. Ta nadbudowa spowodowałaby, że z lokalu Fiała nie byłoby widoku na jezioro. A to była jedyna atrakcja tego lokalu. Można było się spodziewać, że całą klientelę zbierze Syldatk – opowiada Artur Górski z Magazynu Focus „Śledczy”.

- Przecież to jak Kargul i Pawlak! Jak jeden miał dużo klientów, to drugi potrafił szambo zamówić. Jak szambo się wyciąga, to jest smród i klienci uciekają – opowiada sąsiad Syldatków i Fiałów.

- Kiedyś pani Fiał powiedziała, że załatwi mojego ojca i myślę, że jej się udało – mówi Mariola Syldatk, córka Romana Syldatka.

19 czerwca 1998 roku córka państwa Fiał, 17-letnia Marlena wstała wcześnie rano. W drodze wyjątku mogła tego dnia skorzystać z samochodu ojca. Było zakończenie roku szkolnego. Miała pojechać odebrać świadectwo. Kiedy o 7.30 uruchomiła silnik, pod autem wybuchła bomba. Dziewczyna nie miała najmniejszych szans.

- Od początku państwo Fiał sugerowali, że sprawcą jest mój ojciec. Dziennikarze również nie mieli wątpliwości, pisali, że morderca został zatrzymany. Trzymam te gazety cały czas, bo jestem pewna, że mój ojciec tego nie zrobił - mówi Mariola Syldatk, córka Romana Syldatka.

- Wiedzieliśmy, że tylko on stał nam na drodze i ciągle robił nam coś pod górkę – mówi Bogusława Fiał, matka zamordowanej Marleny.

Już w pierwszych dniach śledztwa naturalnym podejrzanym stał się Roman Syldatk. Mimo że sprawcy nie pozostawili po sobie żadnych śladów, tylko on miał motyw, aby dokonać zamachu. Ofiarą miał paść ojciec Marleny. Dziewczyna zginęła przypadkiem.

- Motyw był. Kłócili się, nie lubili się, to jest oczywiste, że to on. Teraz trzeba tylko wrobić go w to – mówi Patryk Syldatk, syn Romana Syldatka.

Jesienią 1998 roku w sprawie pojawił się świadek incognito. Zeznał, że miesiąc przed wybuchem był świadkiem przerażającej rozmowy. Syldatk miał kłócić się na ulicy z drugim mężczyzną. Z tego, co krzyczeli wynikało, że obaj planują zabójstwo Fiała.

Fragment zeznań świadka incognito:

„Słyszałem głośną rozmowę. Syldatk powiedział: Mirek – dlaczego Fiał jeszcze chodzi? Przecież miał zniknąć z powierzchni ziemi. Mirek odpowiedział: Słuchaj Roman, ty mi tu nie pie…, masz załatwione, robota będzie zrobiona”.

- Według świadka incognito mój ojciec miał krzyczeć, że Fiał nie powinien żyć – opowiada Patryk Syldatk, syn Romana Syldatka.

Kolejny fragment zeznań świadka incognito:

„Mirek i Syldatk wrzeszczeli na siebie, doskakiwali do siebie. Mirek powiedział, że ma zapłacone, to robota będzie wykonana. Rozmowa była krótka, ale ja stałem, jak sparaliżowany.”

- Świadek incognito zeznawał trzy razy i za każdym podawał inną wersję. Raz ojciec miał wyważyć drzwi od restauracji z tzw. kopa, a innym razem był wewnątrz restauracji. Dla mnie to jest kpina. Trudno nam było uwierzyć, że sąd wyda wyrok na podstawie takich rzeczy – mówi Mariola Syldatk, córka Romana Syldatka.

- Można oczywiście wyciągać poszczególne wyrazy, zdania, ale tak się nie ocenia dowodów. Dowody się ocenia w całości. To nie był jedyny dowód w sprawie, tylko jeden  z dowodów – informuje Tomasz Adamski z Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Mężczyzna, z którym miał rozmawiać Syldatk, to Mirosław E. – mieszkaniec Gdańska. W przeszłości, będąc radnym, Syldatk pomógł mu w przejęciu jednej z restauracji w Skarszewach. W zamian miał zażądać pomocy w rozwiązaniu swoich problemów z Fiałem.

- Poprosił mnie, żebym go z kimś skontaktował. Nie wiem, co miał na myśli: pobicie czy zastraszenie, nie wiem. Poznałem go ze Z. Nie wiedziałem, czym on się zajmuje - mówi Mirosław E., z którym miał rozmawiać Roman Syldatk.

Mimo zeznań anonimowego świadka, śledztwo trzykrotnie umarzano z powodu niewykrycia sprawcy. W grudniu 2000 roku Mirosław E. został jednak zatrzymany z powodu innej sprawy. Trzy miesiące później nastąpił przełom.

Reporter: Dlaczego pan się zdecydował zeznawać w tej sprawie?

Mirosław E.: Żeby powiedzieć prawdę! Ja nie chciałem być kojarzony z morderstwem niewinnej dziewczyny. Powiedziałem prawdę, mnie tam w ogóle nie było.

- Syldatk twierdził, że tego nie zrobił, bo fizycznie tego nie zrobił. Zamówił sobie E. E. tego nie zrobił, bo zamówił sobie bombiarza. Z. zrobił bombę, ale odpalił ją ktoś inny. Wszyscy uważali, że nikt z nich tego nie zrobił – opowiada Bogusława Fiał, matka zamordowanej Marleny.

W marcu 2001 roku Roman Syldatk został aresztowany. Tego samego dnia za kratki trafił też Ryszard Z. – mieszkaniec Lublina. To on miał skonstruować bombę. W noc poprzedzającą wybuch był widziany w restauracji Mirosława E. Śledczym wszystko zaczęło układać się w jedną całość.

- Sąd wymierzył karę dożywocia dla ojca i tych dwóch pozostałych – mówi Patryk Syldatk, syn Romana Syldatka.

- Pierwszy raz w życiu bym wtedy zemdlał. Stałem i nogi się pode mną ugięły. Usiadłem, nie wiedziałem, gdzie jestem – wspomina Roman Syldatk.

W 2006 roku sąd drugiej instancji podtrzymał wyrok dla Syldatka i Ryszarda Z. W stosunku do Mirosława E., w zamian za jego zeznania, złagodził karę do 25 lat. Dziś wszyscy uważają, że zostali skazani niesłusznie. Składają wnioski o wznowienie procesu. Ostatni wpłynął do sądu cztery tygodnie temu. Liczą, że niebawem wyjdą na wolność.

- Część składu sędziowskiego nie zapoznała się z zeznaniami świadka incognito. Chcemy, żeby pan Mirosław miał rzetelny proces i właściwą obronę – tłumaczy Maciej Lisowski z Fundacji Lex Nostra.

- Ta sprawa wróci na wokandę. Nie mam zamiaru skończyć życia w więzieniu za coś, czego nie popełniłem – zapowiada Roman Syldatk, skazany na dożywocie.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl

 


back