Archiwum

14.02.2007
W śpiączce przez lekarzy?

To miał być rutynowy zabieg. Pacjentka zapadła jednak w śpiączkę. Katarzyna Kozodój miała przejść operację plastyczną piersi. Niestety, po podaniu narkozy nastąpiło zaburzenie czynności życiowych. Kobieta do dziś nie odzyskała przytomności.


Lekarze nie znają przyczyny tragedii. Nie poczuwają się też do odpowiedzialności.

Osiem miesięcy temu pani Katarzyna miała przejść prosty zabieg chirurgiczny w prywatnej klinice "Artplastica" w Szczecinie. O tym, że jest bezpieczny zapewniano ją w klinice.  

- Zabieg powiększenia piersi jest jednym z prostszych. Nie mniej jednak narkoza niesie ze sobą ryzyko - mówi Monika Chomiuk z kliniki "Artplastica".

- 8 czerwca Kasia pojechała do kliniki. Tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że jest jakiś problem z jej wybudzeniem. Lekarz powiedział, że została przywieziona z niedotlenieniem mózgu - opowiada Jan Kozodój, ojciec pani Katarzyny.

Pani Katarzyna zapadła w śpiączkę... Była zdrową 30-letnią kobietą, teraz jest kaleką. Jej ojciec codziennie zadaje sobie pytanie: dlaczego doszło do tragedii?

- Przeprowadzone przed operacją badania nie wykazywały, żeby były jakiekolwiek dyskwalifikujące pacjentkę do zabiegu schorzenia - mówi Monika Chomiuk z kliniki "Artplastica".

Klinka twierdzi, że zrobiła wszystko, żeby zabieg został przeprowadzony prawidłowo. Lekarz, który miał czuwać nad panią Kasią to wyspecjalizowany anestezjolog.

- Doktor, który był przy zabiegu pani Katarzyny był ordynatorem anestezjologii i intensywnej terapii w dużym szpitalu klinicznym w Szczecinie. Pełnił również dyżury w pogotowiu lotniczym, tak więc nie był to pierwszy lepszy doktor - twierdzi mówi Monika Chomiuk z kliniki "Artplastica".

Pani Katarzyna trafiła na Oddział Intensywnej Terapii w Szczecinie. Jednak ze względu na sytuację finansową państwa Kozodojów, została przewieziona do szpitala w Słupsku. Obecnie wymaga całodobowej opieki. Dzięki rehabilitacji stan pani Katarzyny poprawia się.

Anestezjolog nie przyznaje się do winy. Nie chce także komentować całego zajścia. Sprawa trafiła do rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy w Szczecinie. Ojciec pani Katarzyny wierzy, że winni zostaną ukarani. Domaga się półmilionowego odszkodowania od kliniki na dalsze leczenie i rehabilitację córki. *

* skrót materiału

Reporter: Justyna Burdon


back