Archiwum

Foto: Państwo Nefczyńscy chcą zostać rodzicami Kacpra
18.08.2011
Adopcja po polsku

video

Państwo Nefczyńscy własnych dzieci mieć nie mogą, dlatego prawie 10 lat temu rozpoczęli procedurę adopcyjną. Kiedy myśleli, że wszystkie formalności mają za sobą i w końcu będą mogli obdarzyć miłością Kacpra, dowiedzieli się, że dziecko chce adoptować również amerykańskie małżeństwo. Pani Katarzyna i pan Arkadiusz rozpoczęli żmudną walkę o chłopca.


DRUGĄ CZEŚĆ REPORTAŻU MOŻNA OBEJRZEĆ TUTAJ 
 
-  Jesteśmy 17 lat po ślubie. Dziesięć lat temu zdecydowaliśmy się na adopcję – mówi Katarzyna Nefczyńska, która chce adoptować dziecko.


-  Dostaliśmy informację o dziecku, które podlega normalnej, krajowej adopcji i taka adopcja została przez ośrodek rozpoczęta – mówi Katarzyna Tryniszewska, prawnik z  Niepublicznego Ośrodka Adopcyjno – Opiekuńczego w Otwocku.


Państwo Nefczyńscy po raz pierwszy w czerwcu tego roku pojechali do Częstochowy do Niepublicznego  Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego, zobaczyć dziecko.


-  Pierwszy raz pojechaliśmy z przedstawicielem  naszego ośrodka do Częstochowy zobaczyć chłopca – mówi Katarzyna Nefczyńska, która chce adoptować dziecko.


-  Dokumentacja medyczna dziecka wskazywała na to, że dziecko cierpi na wiele chorób. Ostatecznie okazało się, że jest całkowicie inaczej – mówi Katarzyna Tryniszewska,  prawnik z  Niepublicznego Ośrodka Adopcyjno – Opiekuńczego w Otwocku.


-  Dziecko samo  trzymało paluszki, żona mu dała palce,  ja mu dałem palce, dziecko samo stało, samo siedziało. Kacper miał nie słyszeć, a jak zadzwonił telefon, to reagował, miał mieć jaskrę, a bawił się kolorowymi paznokciami żony – mówi Arkadiusz Nefczyński, który chce adoptować dziecko.


- Państwo Nefczyńscy byli zniechęcani do adopcji dziecka  ze względu  na stan zdrowia i rokowania – mówi Hanna Gruza z Niepublicznego Ośrodka Adopcyjno – Opiekuńczego w Otwocku.


-  Siódmego  lipca z pomocą naszego ośrodka w Otwocku złożyliśmy wniosek do Sądu Rejonowego  w Sochaczewie o  adopcję chłopca – mówi Katarzyna Nefczyńska, która chce adoptować dziecko.


-  Dostaliśmy  dokument, który jest dokumentem potwierdzającym możliwość zabrania dziecka do domu i wychowywania go do wyznaczenia terminu rozprawy. Ten okres pozwala na potwierdzenie, żeby sąd się upewnił, że ta adopcja się powiedzie, że ci rodzice powinni adoptować to konkretne dziecko – mówi Katarzyna Tryniszewska, prawnik z  Niepublicznego Ośrodka Adopcyjno – Opiekuńczego w Otwocku.


- Postanowieniem sądu w Sochaczewie z dnia 15 lipca 2011, sąd  powierzył wnioskodawcom piecze nad małoletnim Kacprem. Małoletni będzie zamieszkiwał wraz  z wnioskodawcami w ich domu rodzinnym w miejscowości Sochaczew i będzie pozostawał na wyłącznym utrzymaniu wnioskodawców przez  okres 3 miesięcy – mówi Sławomir Wodowski z Sądu  Rejonowego w Sochaczewie.


To, co miało być końcem żmudnych formalności adopcyjnych, stało się początkiem drogi .Pierwszy raz przyjechali po Kacperka  kilka tygodni temu. Myśleli, że za chwilę spełni się największe marzenie w ich życiu. A zaczął się ich koszmar.

 - Pani dyrektor powiedziała, że jest opiekunem prawnym, że  wszystko odbyło się bez jej zgody. Powiedziała, że dziecka nie wyda, że  dziecko jest przeziębione i nie nadaje się do transportu – mówi Katarzyna Nefczyńska, która chce adoptować dziecko.


-  Do samego końca pani kierownik ośrodka Bernadeta S okłamywała nas, o niczym nam nie powiedziała, że jest druga rodzina – mówi Arkadiusz Nefczyński, który chce adoptować dziecko.


Okazało się, że prawie w tym samym czasie inny sąd, w innej miejscowości postanowił , że  Kacperek ma trafić nie do polskiej rodziny, a do rodziny ze Stanów Zjednoczonych.


-  W dniu 13 lipca 2011 sąd wydał postanowienie o tymczasowym okresie styczności, określając osobisty kontakt  tej rodziny z dzieckiem na czas cztery dni. Z żadnych dokumentów, które były dołączone do wniosku nie wynika, że toczy się jakiekolwiek  inne postępowanie adopcyjne wobec tego dziecka, wręcz przeciwnie, było  zapewnienie, że takiej adopcji nie ma – mówi Włodzimierz Baliński z  Sądu Rejonowego w Będzinie.


-  Moja rola w zasadzie zakończyła się z chwilą, kiedy ustawowo był zakończony proces poszukiwania dziecka, kandydatów w  kraju. W zasadzie, moja rola jest wtedy  taka, że wysyłam, w  moim ośrodku nie mam osób pragnących przyjąć  to dziecko, więc jest w tej chwili poszukiwanie w kraju – mówi Maria Księżyk, dyrektor  Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczy w Częstochowie.


  -  Z informacji moich wynika, że ośrodek wykonywał  wiele  doborów do rodzin, które jednak ze względu na poważny stan dziecka nie przyjęły tej propozycji doboru. Wobec powyższego, zgodnie  z terminem po miesiącu od zakwalifikowania został zgłoszony  do naszego ośrodka, który prowadzi wojewódzki bank danych. Dziecko zostało rozesłane terminowo na terenie Śląska i na terenie Polski, po czym nie znalazła się żadna rodzina gotowa przysposobić dziecko i zgodnie z obowiązującym terminem zostało zgłoszone do przysposobienia z przemieszczeniem poza granice kraju – mówi Anna Wójcik, dyrektor  Publicznego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Sosnowcu.


-  Do adopcji zagranicznej kwalifikowane są dzieci tylko i wyłącznie te, dla których nie znalazły  się rodziny w kraju. Adopcja krajowa zawsze jest przed adopcją zagraniczną – mówi Bożena Sawicka z Publicznego  Ośrodka  Adopcyjno-Opiekuńczego w Warszawie.


- Po miesiącu, nawet więcej niż po miesiącu od momentu zgłoszenia poza granice kraju, dostaliśmy informację, pomimo że tam też została wszczęta procedura poszukiwania dla dziecka rodziny zagranicznej, że Niepubliczny Ośrodek Adopcyjny w Otwocku ma rodzinę dla dziecka, procedura została zawieszona  - mówi Anna Wójcik, dyrektor  Publicznego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Sosnowcu.


I rzeczywiście postępowanie w sprawie adopcji zagranicznej 2 sierpnia zostało zawieszone. To jednak nie rozwiązało problemów polskiej rodziny. Kacperek nadal nie mógł trafić do państwa Nefczynskich. Postanowiliśmy zająć się  sprawą. Razem z panią Katarzyną i panem Arkadiuszem pojechaliśmy do Częstochowy po dziecko.


-  Wydane postanowienie, które mam przed sobą jest aktualniejsze. Sąd uznał, że piecze mają sprawować państwo Nefczyńscy, a zatem opiekun powinien wydać osobę pozostającą pod opieką – mówi dr Jarosław Świeczkowski, prawnik  z Uniwersytetu Gdańskiego.


Poszliśmy na umówione wcześniej spotkanie z panią dyrektor Niepublicznego Zakładu  Pielęgnacyjno-Opiekuńczego. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu pani dyrektor odmówiła nam wypowiedzi przed kamerą.


- Dlaczego nie można w jednym sądzie ocenić dwóch rodzin, niech sąd to zrobi. Ja nie będę nic mówiła. Nie chcę rozmawiać – mówi Bernadetta S., dyrektorka Niepublicznego Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Częstochowie.


 Na miejsce przyjechała policja, a także pogotowie.  Lekarz stwierdził, że chłopiec ma zapalnie oskrzeli i wymaga hospitalizacji. *


*Jutro ciąg dalszy  historii państwa Nefczyńskich.

Reporter:  Małgorzata Frydrych, Aneta Kaziuk

mfrydrych@polsat.com.pl


back